Część 5.
26/27
lipca 2013
Wiktoria
siedziała na kanapie w salonie i czytała książkę. Odłożyła ją po chwili i
poszła pakować rzeczy. Jutro z samego rana miała jechać z rodzicami do Gdańska.
Już od tygodnia nalegała, żeby zarezerwowali hotel wcześniej. Okazało się
jednak, że oni zrobili to jeszcze przed jej urodzinami. Mieli wyjechać o 7:00
rano , aby na 12:00 - 14:00 zameldować się w hotelu.
Przejrzała wszystkie rzeczy i
myślała, co byłoby jeszcze potrzebne.
- A no tak! Zapomniałabym o
koszulce…
Chciała
założyć ją na mecz, ponieważ miała ogromne znaczenie sentymentalne. Oprócz
cyfry 11 było tam też jej imię. Nie chciała napisu „Neymar Jr.”, który zawsze
umieszczany jest na koszulkach z tym numerem. „Wiktoria” komponowało się z tą
cyfrą i
d e a l n i e .
Następnego
dnia była na nogach już o 5:30. Ubrała zwiewną sukienkę, zrobiła lekki makijaż
i założyła swoje ulubione okulary przeciwsłoneczne. Na dworze wszystko było
takie… beztroskie. Ćwierkające ptaki, świeże powietrze oraz urzekające swymi
kolorami i zapachami kwiaty. Kochała kwiaty. Były odzwierciedleniem
doskonałości… „Żegnajcie kwiaty” – pomyślała wsiadając do samochodu.
Droga była
spokojna. Od razu po wyruszeniu wzięła się za naukę. Może wydawać się to
dziwne. – W wakacje się uczyć? – Ale ona lubiła to. Kochała powtarzać słówka z Hiszpańskiego.
Od 1 klasy podstawówki miała Hiszpański w szkole i szło jej dobrze. Nawet
bardzo dobrze. W 4 klasie wzięła rozszerzenie z tego cudownego języka. Teraz
umie 2 razy więcej niż jej rówieśnicy. Dodatkowo od 4 lat uczy się
portugalskiego. Przychodzi jej to dość łatwo, ponieważ te dwa języki –
Hiszpański i Portugalski – są do siebie podobne. Jeszcze nie miała okazji
jechać do Hiszpanii, ale miała zamiar w końcu to zrobić. Mama zawsze śmieje się
z niej, gdy ta rozmawia ze swoją kuzynka przez telefon.
Kinga
– 28-letnia kuzynka Wiktorii, która od 8 lat mieszka w Hiszpanii. Ma męża –
Diego oraz przesłodką córeczkę Mie.
Ahhh
Mia… Urocza, słodka i kochana księżniczka. Wyglądem przypomina porcelanową
laleczkę. Ma dopiero 4 lata, a zachowuję się czasami jak wytworna dama. A jej
oczy? Najcudowniejsze paczydła jakie kiedykolwiek widział świat. Na zewnątrz kryształowo
błękitne, które czym bliżej źrenicy, są coraz to ciemniejsze.
Oczywiście mogły równie dobrze rozmawiać
po Polsku, ale po co? W taki sposób Wiktoria tylko pielęgnowała swój
Hiszpański.
O 13:30 byli pod hotelem. Zamówione
miejsce parkingowe czekało. Na ulicach roiło się od ludzi. Jak mrówki biegające
tam i powrotem…
Budynek
był OGROMNY. W głównym holu umieszczono telewizor plazmowy. Jedna z kanap stała
naprzeciw telewizora, a dwie pozostałe prostopadle do niej, a równolegle do
siebie. Pośrodku postawiono stolik do kawy. Recepcjonista uśmiechnął się i
zapytał:
- W czym mogę służyć?
- Mamy zarezerwowany pokój na 2 tygodnie.
- Nazwisko?
- W czym mogę służyć?
- Mamy zarezerwowany pokój na 2 tygodnie.
- Nazwisko?
Kobieta załatwiała sprawy związane z
tymczasowym mieszkaniem w hotelu, a Wiktoria z tatą wyciągali walizki z
samochodu.
- Jestem głodna.
- Powiem Ci, że ja też. Jak zaniesiemy to do pokoju, to czegoś poszukamy.
- Jestem głodna.
- Powiem Ci, że ja też. Jak zaniesiemy to do pokoju, to czegoś poszukamy.
Była zachwycona tym miejscem. Hotel
mieścił się niedaleko stadionu. Z okna jej pokoju było widać jego fragment.
Pokój też był genialny. Błękitne ściany, dwuosobowe łóżko, toaletka i wielka
szafa. Można było poczuć się tu jak w domu. Jej rodzice mieli równie
fenomenalny apartament, bo inaczej nie można było go nazwać.
Gdy ubrania wisiały już w szafie, a
kosmetyki stały na toaletce Wiktoria zjechała windą do holu. Rodzice już
czekali. Celem wyjścia był wspólny obiad.
- Na co masz ochotę?
- Na pizzę! – odpowiedziała.
- A może chociaż raz zjadłabyś na mieście coś innego niż pizza? - mama spojrzała na nią i już wiedziała, że z pizzy nici. – Tam jest jakaś restauracja. – dodała i wskazała wzrokiem niewielki budynek z czerwonych cegieł.
- Na co masz ochotę?
- Na pizzę! – odpowiedziała.
- A może chociaż raz zjadłabyś na mieście coś innego niż pizza? - mama spojrzała na nią i już wiedziała, że z pizzy nici. – Tam jest jakaś restauracja. – dodała i wskazała wzrokiem niewielki budynek z czerwonych cegieł.
Weszli
do środka. Nie było wielkiego ruchu. Zaledwie kilka osób siedzących przy
stolikach. Usiedli, a
kelnerka przyszła 2 minuty później, aby odebrać zamówienie.
- Idziemy gdzieś jeszcze?
- Nie dziś. Chce wrócić do hotelu i odpocząć. Droga mnie wykończyła…
- Ja chyba przejdę się po okolicy. Ale to dopiero wieczorem. – rzuciła, przeglądając ulotkę leżącą obok
- Idziemy gdzieś jeszcze?
- Nie dziś. Chce wrócić do hotelu i odpocząć. Droga mnie wykończyła…
- Ja chyba przejdę się po okolicy. Ale to dopiero wieczorem. – rzuciła, przeglądając ulotkę leżącą obok
- Masz zamiar zwiedzić
jakieś konkretne miejsca?
- Nie. Po prostu spacer.
Takie... zapoznanie z okolicą.
- Zapoznanie z okolicą? A może raczej zapoznanie ze sklepami? – spojrzał na nią.
- A to nie to samo? – ojciec
uśmiechnął się delikatnie na jej słowa, odbierając talerze od kelnerki, która
właśnie przyniosła zamówienie.
Zjedli w ciszy i spokoju (aż dziwne)
, a następnie wyszli z restauracji i wrócili do pokojów. „Zdrzemnę
się tylko chwilę” – pomyślała i zasnęła.
Obudziło ją trąbienie samochodu
dochodzące zza okna. Przeciągnęła się i spojrzała na zegarek. 17:10. „Ok. Chyba
pora na zwiedzanie…” Ogarnęła się odrobinę i o wpół do szóstej wychodziła z
pokoju, gdy natknęła się na tatę.
- O, tato! Jak dobrze
cie widzieć. Dasz mi trochę pieniędzy?
- Ahh… Ile chcesz?
- 50 zł? Proszeeeee.
- Masz.
- Hej, hej. Co się mówi?
– uśmiechnął się.
- Dziękuję najukochańszy
tatusiu. – powiedziała i przytuliła go.
- Starczyłoby po prostu
„dziękuję”, ale to było bardzo miłe. – pocałował ją w czoło i odszedł.
Idąc chodnikiem spoglądała to w
prawo, to w lewo, czy nie ma żadnych ciekawych sklepów. Jej uwagę przykuł duży
bilbord z napisem „LODY” .
„Jak to się dobrze składa!” –
powiedziała sobie w myślach i podeszła do budki z lodami.
- Dzień dobry. Czego sobie panienka życzy?
- Dwie kulki śmietankowe proszę.
- Dzień dobry. Czego sobie panienka życzy?
- Dwie kulki śmietankowe proszę.
- Proszę. – podała jej rożka z
kulkami. – To będzie razem 4 złote.
Dała jej pieniądze
i wyciągnęła telefon. Dostała sms od Adama. Pytał jak się ma itp. Odpisywała mu
jedząc loda, gdy nagle poczuła chłód. Spojrzała w dół i zobaczyła lody na swoim
dekolcie.
- Przepraszam – ktoś powiedział
po Hiszpańsku.
- Nic się nie stało –
odpowiedziała w tym samym języku.
Obydwoje równocześnie podnieśli
wzrok, a ich spojrzenia się spotkały. Gdy zobaczyła te oczy, już wiedziała…
_______________________________________
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA <3
Następna część wkrótce. :)
Jak to będzie Ney to chyba zacznę się śmiać xD
OdpowiedzUsuńCzemu to nie ja jestem Wiktorią? :C xd
Czekam na kolejny.
Bo ja jestem Wiktorią xD <3
OdpowiedzUsuń