sobota, 26 kwietnia 2014

Neymar Jr. - Moja historia [Cz.7.]

Część 7.


27 lipiec 2013


     Po tym jakże interesującym spotkaniu wróciła do domu i położyła się na łóżku. Było chwile przed 23. Próbowała zasnąć , ale bezskutecznie. "Neymar. Spotkałam Neymara." - te słowa wciąż chodziły jej po głowie. Mimo, że milczała, to od środka rozpierała ją niewyobrażalna radość. Rozmyślanie i ciszę przerwała mama, która właśnie weszła do jej pokoju.
     - Hej kotku. Czemu jeszcze nie śpisz?
     - Nie mogę zasnąć.
     - Coś się stało?
     - Tak. Nie. Sama już nie wiem... Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.
     - Możesz jaśniej?
     - Dziś, jak wyszłam na miasto to kupiłam lody w budce z lodami. I pisząc smsa ktoś na mnie wpadł, a lody wylądowały na mojej koszulce.
     - I co tu jest powodem do szczęścia, bo nie rozumiem?
     - Sęk w tym, kto na mnie wpadł. To był Neymar mamo. - kobieta otwarła szeroko oczy. Po jej minie było widać, że jest zakłopotana. - Tak. Ten Neymar. Neymar da Silva Santos Junior. Człowiek, którego podziwiam od 5 lat. Gracz klubu FC Barcelona, którego debiutem będzie wtorkowy mecz. Mój idol.
     - I co zrobiłaś?
     - On przeprosił w języku Hiszpańskim, więc ja odpowiedziałam. Gdy podniosłam wzrok i zobaczyłam te nieziemskie oczy, zalała mnie fala emocji. Naprawdę niewyobrażalne przeżycie. - opowiedziała mamie wszystko ze szczegółami i pokazała zdjęcia.
     - Cieszę się razem z tobą kochanie. A teraz idź proszę spać. Jutro tata ma zamiar zrobić nam jakąś niespodziankę, ale nie mów mu, że ci powiedziałam. Miałam trzymać buzię na kłódkę. - uśmiechnęła się i wyszła z pokoju. Wiktoria nadal leżała, nie mogąc zmrużyć oka.




     Neymar zrobił sobie i Dani'emu herbatę. Mimo dość późnej pory, oni dopiero skończyli grać na playstation.
     - Dziś przytrafiła mi się ciekawa sytuacja.
     - Mianowicie?
     - Szedłem ulicą i potrąciłem pewną dziewczynę. Jadła loda, który przeze mnie wylądował na jej bluzce.
     - Hahaha. Biedna dziewczyna... I co było dalej? Zaczęła krzyczeć i zlecieli się ludzie?
     - Nie. Na szczęście zdążyłem zatkać jej usta, zanim krzyknęła. W rekompensacie zaprosiłem ją na jeszcze jedne lody. Mimo, że nie rozmawialiśmy długo, to dostrzegłem w niej coś interesującego. Uświadomiła mi, że jest moją fanką, a gdy zapytałem dlaczego została akurat Neymarzete, wypowiedziała słowa, które spowodowały dziwne uczycie w moim żołądku. Powiedziała, że jest Neyamarzete, ponieważ wie, że choćby cały świat się od niej odwrócił, to jest pewna, że ja nigdy się nie odwrócę. Powiedziała też, że jestem dla niej wzorem. Wzruszyła mnie. To mocne słowa.
     - Prawdziwa fanka.
     - Nie mogę przestać o niej myśleć. Jej słowa... One cały czas siedzą mi w głowie.
     - A co słychać u Bruny?- uśmiechnął się szeroko.
     - Nie wiem. Jutro wieczorem mam do niej dzwonić.
     - Brakuje Ci jej?
     - Co za pytanie? Oczywiście, że tak. Trochę trudno utrzymać związek, gdy twoja partnerka jest na drugim końcu świata, ale staramy się.
     - Ahhhhh... Zrobiłem się zmęczony. Chłopaki już pewnie smacznie śpią... Wezmę z nich przykład.
     - Ja też już idę się położyć. Jutro trening.
     Chwilę później obaj leżeli już w swoich łóżkach.
     - Dobranoc Dani.
     - Dobranoc Juninho.

piątek, 25 kwietnia 2014

Neymar Jr. - Moja historia [Cz.6.]


Część 6.



27 lipca 2013- kontynuacja


Wszędzie rozpoznałaby te oczy. Cudowne, bursztynowe oczęta...
- O mój Boże... Ty... NEYMAR?!
- Ciiiii, bo ludzie się zlecą. - wyszeptał. Teraz mówił po Portugalsku, więc odpowiadała w tym samym języku. 
Chciała krzyknąć, ale on zatknął jej usta swoją ręką i przyciągnął do siebie.
- Już dobrze... Nie będziesz krzyczeć? - pokiwała głową, a on zabrał rękę z jej twarzy.
- Nie wierzę... Ty jesteś Neymar! 
- A dokładnie Neymar Junior - powiedział i wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Wesz... Przepraszam Cię za tę koszulkę. Nie chciałem, po prosu się zagapiłem i.... Hej! Czemu płaczesz? - zauważył, że w jej oczach pojawiły się łzy.
- Nie mogę uwierzyć... To przecież TY! - powiedziała, a po jej policzku spłynęła łza szczęścia. Neymar otarł ją delikatnie.
- Tak, to ja. Ale.. To nic niezwykłego. To po prostu ja. 
- Nie po prostu. - uniosła głowę i spojrzała mu w oczy. Były równie wspaniałe jak na zdjęciach. A nawet jeszcze wspanialsze. - Nie wyobrażasz sobie jaka jestem szczęśliwa. Jesteś moim idolem. Zawsze marzyłam, żeby cię zobaczyć, dotknąć, porozmawiać z tobą... A teraz jesteś tu, stoisz przede mną. To jest jak sen. Nie chce się budzić.
- To nie sen. - Chwycił jej rękę i położył na swojej piersi. - Czujesz to? To moje serce. Nie jestem duchem sennym. Jestem człowiekiem, który chciałby wynagrodzić Ci pobrudzoną bluzkę. - uśmiechnął się przyjaźnie. 
- Wydaje mi się, że powinieneś. - odwzajemniła uśmiech.
- Chyba zaproszenie Cię na lody byłoby co najmniej niestosowne. 
- Nie, dlaczego? Ja bardzo lubię lody, a tego mojego niestety nie zdołałam dokończyć.
- No to chodźmy. 
Kawałek dalej znajdowała się lodziarnia. Stwierdziła, że lepiej, aby ona złożyła zamówienie, bo gdyby zrobił to Neymar, mogliby narazić się na zbyt duże zainteresowanie. Dla obojga wzięła truskawkowe desery lodowe w pucharkach. Jedli rozmawiając. Zapytał ją ile czasu jest Neymarzete i dlaczego nią jest. Jej odpowiedz go wzruszyła, ale nie dał tego po sobie poznać.
- Mogłabym zrobić sobie z tobą zdjęcie? 
- Oczywiście. - wyciągnęła telefon i zrobiła kilka wspólnych zdjęć. 
- Dziękuję. Nigdy nie zapomnę tego dnia. Marzenia się spełniają
- Tak. Jestem tego przykładem... Wiesz, ja już muszę lecieć. 
- Żegnaj Neymar. - powiedziała i przytuliła go. Biło od niego ciepło. Słyszała bicie jego serca i zapach perfum Playboya. "Niech to się nigdy nie kończy". 
Gdy wychodził czuł na sobie jej wzrok. W pewnej chwili przystanął i obrócił się. Stała przy barze i rozmawiała z kelnerką. "Nigdy Cię nie zapomnę" - pomyślał i odszedł

Neymar Jr. - Moja historia [Cz.5.]

OD TERAZ OPOWIADANIA BĘDĄ PISANE W TROCHĘ INNY SPOSÓB. :3


Część 5.



26/27 lipca 2013
           
Wiktoria siedziała na kanapie w salonie i czytała książkę. Odłożyła ją po chwili i poszła pakować rzeczy. Jutro z samego rana miała jechać z rodzicami do Gdańska. Już od tygodnia nalegała, żeby zarezerwowali hotel wcześniej. Okazało się jednak, że oni zrobili to jeszcze przed jej urodzinami. Mieli wyjechać o 7:00 rano , aby na 12:00 - 14:00 zameldować się w hotelu.
Przejrzała wszystkie rzeczy i myślała, co byłoby jeszcze potrzebne.
- A no tak! Zapomniałabym o koszulce…
Chciała założyć ją na mecz, ponieważ miała ogromne znaczenie sentymentalne. Oprócz cyfry 11 było tam też jej imię. Nie chciała napisu „Neymar Jr.”, który zawsze umieszczany jest na koszulkach z tym numerem. „Wiktoria” komponowało się z tą cyfrą  i d e a l n i e
Następnego dnia była na nogach już o 5:30. Ubrała zwiewną sukienkę, zrobiła lekki makijaż i założyła swoje ulubione okulary przeciwsłoneczne. Na dworze wszystko było takie… beztroskie. Ćwierkające ptaki, świeże powietrze oraz urzekające swymi kolorami i zapachami kwiaty. Kochała kwiaty. Były odzwierciedleniem doskonałości… „Żegnajcie kwiaty” – pomyślała wsiadając do samochodu.
    Droga była spokojna. Od razu po wyruszeniu wzięła się za naukę. Może wydawać się to dziwne. – W wakacje się uczyć? – Ale ona lubiła to. Kochała powtarzać słówka z Hiszpańskiego. Od 1 klasy podstawówki miała Hiszpański w szkole i szło jej dobrze. Nawet bardzo dobrze. W 4 klasie wzięła rozszerzenie z tego cudownego języka. Teraz umie 2 razy więcej niż jej rówieśnicy. Dodatkowo od 4 lat uczy się portugalskiego. Przychodzi jej to dość łatwo, ponieważ te dwa języki – Hiszpański i Portugalski – są do siebie podobne. Jeszcze nie miała okazji jechać do Hiszpanii, ale miała zamiar w końcu to zrobić. Mama zawsze śmieje się z niej, gdy ta rozmawia ze swoją kuzynka przez telefon.
Kinga – 28-letnia kuzynka Wiktorii, która od 8 lat mieszka w Hiszpanii. Ma męża – Diego oraz przesłodką córeczkę Mie.
Ahhh Mia… Urocza, słodka i kochana księżniczka. Wyglądem przypomina porcelanową laleczkę. Ma dopiero 4 lata, a zachowuję się czasami jak wytworna dama. A jej oczy? Najcudowniejsze paczydła jakie kiedykolwiek widział świat. Na zewnątrz kryształowo błękitne, które czym bliżej źrenicy, są coraz to ciemniejsze.
   Oczywiście mogły równie dobrze rozmawiać po Polsku, ale po co? W taki sposób Wiktoria tylko pielęgnowała swój Hiszpański.
    O 13:30 byli pod hotelem. Zamówione miejsce parkingowe czekało. Na ulicach roiło się od ludzi. Jak mrówki biegające tam i powrotem…
Budynek był OGROMNY. W głównym holu umieszczono telewizor plazmowy. Jedna z kanap stała naprzeciw telewizora, a dwie pozostałe prostopadle do niej, a równolegle do siebie. Pośrodku postawiono stolik do kawy. Recepcjonista uśmiechnął się i zapytał:
- W czym mogę służyć?
- Mamy zarezerwowany pokój na 2 tygodnie.
- Nazwisko?
    Kobieta załatwiała sprawy związane z tymczasowym mieszkaniem w hotelu, a Wiktoria z tatą wyciągali walizki z samochodu.
     - Jestem głodna.
     - Powiem Ci, że ja też. Jak zaniesiemy to do pokoju, to czegoś poszukamy.
     Była zachwycona tym miejscem. Hotel mieścił się niedaleko stadionu. Z okna jej pokoju było widać jego fragment. Pokój też był genialny. Błękitne ściany, dwuosobowe łóżko, toaletka i wielka szafa. Można było poczuć się tu jak w domu. Jej rodzice mieli równie fenomenalny apartament, bo inaczej nie można było go nazwać.
    Gdy ubrania wisiały już w szafie, a kosmetyki stały na toaletce Wiktoria zjechała windą do holu. Rodzice już czekali. Celem wyjścia był wspólny obiad.
     - Na co masz ochotę?
     - Na pizzę! – odpowiedziała.
     - A może chociaż raz zjadłabyś na mieście coś innego niż pizza? - mama spojrzała na nią i  już wiedziała, że z pizzy nici. – Tam jest jakaś restauracja. – dodała i wskazała wzrokiem niewielki budynek z czerwonych cegieł.
Weszli do środka. Nie było wielkiego ruchu. Zaledwie kilka osób siedzących przy stolikach. Usiedli, a kelnerka przyszła 2 minuty później, aby odebrać zamówienie.
- Idziemy gdzieś jeszcze?
- Nie dziś. Chce wrócić do hotelu i odpocząć. Droga mnie wykończyła…
- Ja chyba przejdę się po okolicy. Ale to dopiero wieczorem. – rzuciła, przeglądając ulotkę leżącą obok
     - Masz zamiar zwiedzić jakieś konkretne miejsca? 
     - Nie. Po prostu spacer. Takie... zapoznanie z okolicą.
     - Zapoznanie z okolicą? A może raczej zapoznanie ze sklepami? – spojrzał na nią.
 - A to nie to samo? – ojciec uśmiechnął się delikatnie na jej słowa, odbierając talerze od kelnerki, która właśnie przyniosła zamówienie.
     Zjedli w ciszy i spokoju (aż dziwne) , a następnie wyszli z restauracji i wrócili do pokojów. „Zdrzemnę się tylko chwilę” – pomyślała i zasnęła.
    Obudziło ją trąbienie samochodu dochodzące zza okna. Przeciągnęła się i spojrzała na zegarek. 17:10. „Ok. Chyba pora na zwiedzanie…” Ogarnęła się odrobinę i o wpół do szóstej wychodziła z pokoju, gdy natknęła się na tatę.
     - O, tato! Jak dobrze cie widzieć. Dasz mi trochę pieniędzy?
     - Ahh… Ile chcesz?
     - 50 zł? Proszeeeee.
     - Masz.
     - Hej, hej. Co się mówi? – uśmiechnął się.
     - Dziękuję najukochańszy tatusiu. – powiedziała i przytuliła go.
     - Starczyłoby po prostu „dziękuję”, ale to było bardzo miłe. – pocałował ją             w czoło i odszedł.
      Idąc chodnikiem spoglądała to w prawo, to w lewo, czy nie ma żadnych ciekawych sklepów. Jej uwagę przykuł duży bilbord z napisem „LODY” .
      „Jak to się dobrze składa!” – powiedziała sobie w myślach i podeszła do budki z lodami.
     - Dzień dobry. Czego sobie panienka życzy?
     - Dwie kulki śmietankowe proszę.
     - Proszę. – podała jej rożka z kulkami. – To będzie razem 4 złote.
Dała jej pieniądze i wyciągnęła telefon. Dostała sms od Adama. Pytał jak się ma itp. Odpisywała mu jedząc loda, gdy nagle poczuła chłód. Spojrzała w dół i zobaczyła lody na swoim dekolcie.
     - Przepraszam – ktoś powiedział po Hiszpańsku.
     - Nic się nie stało – odpowiedziała w tym samym języku.
   Obydwoje równocześnie podnieśli wzrok, a ich spojrzenia się spotkały. Gdy zobaczyła te oczy, już wiedziała…

_______________________________________

ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA <3

Następna część wkrótce. :)